Z Lubyczy na Gruszkę

     

    Byłem wczoraj na prezentacji książki Piotra Duraka „Świątynie wygnane”, książkę kupiłem, wieczorem poczytałem, pooglądałem i dzisiaj mnie wygnało. Temat przewodni jest cerkiewno-cmentarny. Niby mógłbym daleko nie jechać, bo w Jarosławiu cerkwie mam dwie a w pobliskich wsiach kilkanaście. Ale wygnało mnie kawałek dalej. Pojechałem więc do cerkwi dalszych, bliższe omijając.

    Ekskursyja po Leopolis - cz. 3

    Ale ta część relacji miała być o zabytkach. Myli się ten, kto spodziewa się przeczytać za chwilę o wspaniałym Rynku Wielkim, Wysokim Zamku, czy pięknych, przepełnionych wyjątkową atmosferą świątyniach Starego Miasta, które niczym kryształowe kule w ogrodzie odbijające kolorowe barwy światła, ukazują różne twarze jedynego przecież Boga. Nie, o tym nie napiszę, bo obiekty te są doskonale znane i pisać o nich kolejny już raz moim zdaniem obecnie mija się z celem.
    Napiszę za to o zabytkach, których zazwyczaj turyści nie odwiedzają, napiszę o miejscach, gdzie dziś chowa się lwowska dusza.

    Sokolik w Lasach Lipskich

    A błękit nieba kusi. A zieleń lasu kusi. A... co ja się będę usprawiedliwiał... Dziś się wyrwałem! Rano powspominaliśmy rodzinnie wczorajszy Zamość, Amelka rozwiązała krzyżówkę w kalendarzu - prezencie od Bożeny (Bożena, możesz wierzyć lub nie - Młoda całą drogę z Zamościa do Lublina nie wypuszczała kalendarza z rąk, przeglądała kartka po kartce...), po czym obie stwierdziły, że jak chcę - to mogę znikać. Do wieczora! Cóż było robić z tak nagle otrzymanym czasem... Chwila buszowania w internetowym rozkładzie jazdy naszych lokalnych szynobusów - i plan ułożył się sam.

    Musze powiedzieć, że jak pot zalewa człowiekowi oczy, plecak ciąży, nie ma piwa i papierosów, a do picia tylko wodę ze strumienia (o grzybach i szczawiu nie wspomnę), to swój stosunek do przyrody określa w bardzo niecenzuralny sposób. Ale teraz już jestem w domu, leczę rany i zaczynam kombinować, jak zaliczyć kolejną traskę. W efekcie nie żałuję. A wiecie co było najdziwniejsze? Pomimo tego, że byłem brudny i przepocony, dostałem w Suścu dwa zaproszenia na dyskotekę. Hmmm, ja chyba faktycznie jestem przystojny...

    Dołhobyczów – cerkiew.. i nie tylko

    W sobotę, 19 lutego, postanowiliśmy odwiedzić Dołhobyczów i kilka innych wspaniałych miejsc w powiecie hrubieszowskim. Spotkaliśmy się w Zamościu o 9.00 (Ewa, Asia, Renata, Gabrysia, Waldek, Marek i Zbyszek). Dzięki Asi mieliśmy umówione wejście do cerkwi w Dołhobyczowie o godz. 11. Docieramy na miejsce prawie godzinę wcześniej, więc zatrzymujemy się przy pałacu z pocz. XIX w.

    Ekskursyja po Leopolis - cz. 2

    W czwartek rano skoro sił pognałem na Uniwersytet Iwana Franki, który zajmuje gmach dawnego sejmu galicyjskiego, gdzie miałem wygłosić poważny odczyt na nieco nudny prawniczy temat... Budynek uczelni robi spore wrażenie, tak z zewnątrz, jak i w środku. Szczególnie potężny hall z popiersiem patrona w centrum oraz sala lustrzana i główna aula (niestety była w remoncie i widziałem jedynie sławny żyrandol). Co ciekawe w dłuuuugich korytarzach uniwersytetu palą się nieliczne lampy (jest po prostu ciemno), więc nietrudno się tu zgubić, zwłaszcza jak jest się pierwszy raz i ma się stresik przed odczytem...