Wydarzenie:
VII Jesienny Rajd GTR
2009-10-10 21:25
Wzgórzami Roztocza Południowego
Jesienne Rajdy Grupy Turystycznej Roztocze, to już tradycja. Odbywają się od siedmiu lat.
Spotkanie,
na które czekamy cały rok. Tylko ważne powody, mogą odciągnąć nas od
tego wspólnego wędrowania. Najczęściej, nieoczekiwana niedyspozycja.
Choróbsko powalające z nóg tuż przed rajdem.
W kalendarzach, od
dawna bowiem zaklepane terminy. Po rodzinie, od dawna rozesłane wici,
by zabaw hucznych żadnych, w tym okresie, nie urządzać! Zakaz
zajmowania GTR-owcom, terminu w okolicach rajdu, obowiązuje
bezwzględnie.
Dotychczasowe sześć rajdów jesiennych odbywało
się w terminie 11 listopada. Grupa postanowiła jednak przenieść termin
na czas bliższy „Złotej Polskiej Jesieni”, to znaczy na październik.
Jest cieplej, słoneczniej, kolorowo. Nastroje o tej porze roku,
sprzyjają wędrowaniu bardziej niż w listopadzie.
Wybór trasy
rajdowej pozostawiono przewodnikom oczywiście, z małym zastrzeżeniem
kierunku wędrówki: Roztocze Południowe, zwane Wschodnim.
Przy
zapisach padł jeden z rajdowych rekordów. Swój udział zgłosiło 73
osoby. Niewiele zmieniła się frekwencja na starcie, 60 osób. To kolejny
rekord rajdowy.
Tego roku, Jesienny Rajd GTR poprowadzi Zdzich
(Zdzisław Kubrak), jeden z najlepszych przewodników bieszczadzkich i
roztoczańskich. Wspólnie z przwodnikiem Edim (Edwardem Słoniewskim)
dopracowali trasę rajdu. Zaliczymy w jeden dzień „Koronę Roztocza”,
czyli wzgórza: Krągły Goraj, Długi Goraj i Wielki Dział. Odwiedzimy
ruinę po Pustelni Brata Alberta. Powędrujemy na Monastyr, gdzie ruiny
klasztoru Bazylianów, stare cerkwisko i cmentarz wojenny. Dotrzemy do
niektórych schronów Linii Mołotowa. Powędrujemy do Mrzygłodów i na
Dahany. Pierwszy etap Rajdu zakończymy u Rubina. Chętni na II etap
rajdu zanocują w schronisku werchrackim. Zapowiada się wspaniale.
Dzień
10.10. Dawniej, dzień 11.11. Może w przyszłym roku będzie dzień 09.09.,
kto wie? Tego roku zima rozpanoszyła się bowiem w październiku.
Rozpoczynamy
rajdowe spotkanie przy Tartaku w Monastyrzu. Najmilsze chwile.
Oczekiwanie. Kto jeszcze przyjedzie? Kogo pośród nas zabraknie na
rajdzie tego roku?
Na placu gęstnieje od kolorowych kurtek, czapek
i samochodów. Gwar rozmów, śmiechu, wymiana nagromadzonych pozytywnych
wibracji i emocji. Zabrali w plecaki dobre humory, życzliwość i radość.
Cieszymy się tym spotkaniem. Niesamowite. Zeszłego roku częstowaliśmy
się chlebem „pasterskim Wołochów” pod cerkwią w Woli Wielkiej.
Tego roku "słodka" Stenia (Sierkowska) przywiozła także gościniec: wyśmienite paluchy i makowiaki. Kochana Stenia
Ruszamy. Na polach i obrzeżach lasów, jesień
już maluje. Powoli roztacza swoją paletę barw. Mijamy rozciągające się
po horyzont pole słonecznikowe. Czarne od nadmiaru ziarna, głowy
słoneczników chylą się przed nami w pokłonach.
Tam, gdzie dzika
czereśnia pod wzgórzem, kierujemy się do uroczyska Buczyna. Ruiny
starej kaplicy greckokatolickiej porasta trawa i paprocie. Miejsce to,
będące od dawna celem pielgrzymek i dzisiaj, w ostatniej dekadzie
sierpnia, gromadzi rzesze wiernych, przy nowej kaplicy.
Wędrujemy
dalej, przez Mrzygłody. Wioska, położona w dolinie, wśród lasów,
licząca dzisiaj zaledwie kilka gospodarstw. Cicho tu i pięknie.
Pośrodku wsi biały, bruśnieński krzyż. Goniąc grupę, przecinamy pole,
płosząc z zarośli sarny. Podchodzą blisko domostw. Na skraju wsi stara
studnia, kamienna. Obok chata z napisami w języku ukraińskim.
Kolej teraz na zaliczenie Gorajów, Krągłego (389 m n.p.m.) i Długiego (392 m n.p.m.).
Długi
Goraj leży na terenie województwa podkarpackiego, a Krągły,
lubelskiego. To najwyższe wzniesienia po polskiej stronie Roztocza.
Goraje są ostańcami wypiętrzonymi z podłoża wapieni mioceńskich.
Pięknie tu jesienią bowiem porasta je buczyna karpacka. Zaliczyliśmy te
wzgórza tradycyjnym „wężykiem”. Podejścia i zejścia dostarczały
niemałych emocji w grupie. W międzyczasie wysłuchaliśmy ciekawych
relacji przewodników, Zdzisława na Krągłym Goraju i Zbyszka przy
pobliskim schronie Linii Mołotowa. Zbyszek Pietrynko jest pasjonatem
schronów. Wie o nich prawie wszystko. Opowiada tak, że zawsze słuchamy
go z zapartym tchem.
Z Gorajów Zdzisław prowadzi nas na
Monastyr. Po drodze docieramy do miejsca, w którym w latach 1891-1905
znajdowała się jedna z pierwszych Pustelni św. Brata Alberta.
Szczególne miejsce. Wchodzimy na wzgórze. Ruiny monasteru znajdują się
na kulminacji wzniesienia. Niegdyś klasztor Bazylianów zajmował całą
powierzchnię płaskiego szczytu góry. Były tu dwie kaplice, cerkiew,
dzwonnica, zabudowania klasztorne. Wszystko obwiedzione kamiennym murem
z bramą i furtą. Dzisiaj niewiele pozostało. Stary cmentarz żołnierzy
niemieckich i rosyjskich z 1915 roku, słabo dostępne podziemia i
piwnice monastyru i zarysy starych pomieszczeń.
Kolejny etap
naszej wędrówki to Wielki Dział. Zaliczamy i to wzgórze. Dłużej
zatrzymujemy się przy bunkrze z kopułą i rowem diamentowym. Ciekawą
historię tego schronu opowiadają nam przewodnicy.
Słońce chyli się
już ku zachodowi. Przewodnicy przyśpieszają. Nie możemy jednak odpuścić
sobie Dahanów. Chociaż na chwilkę. Choć na jeden rzut oka. Zmęczone
nogi same kładą nas, na moment zaledwie, w miękkich trawach dahańskiej
połoniny.
Czas na Rubina. Ślinki nam już ciekną na „Rubinowe” danie
dnia. Biesiada należy nam się zasłużenie. Jedni z nas pomykają do
domów. Inni do Werchraty. Do schroniska. Czeka ich jutro II etap Rajdu.
Sosna





























