Wydarzenie:
Roztoczański kulig
2010-02-20 20:42
Po 15-tej nasze autko doturlało się do Rachodoszczy, część osób już tam była,
wjechaliśmy na grząski topniejący z lekka parking przy sklepie. Niektórzy
musieli skorzystać z pomocy silnych GTR-owskich mięśni, aby auto stanęło na
miejscu, ale siła w nas drzemie roztoczańska, więc nie było z tym większego
problemu.
Sanie lekko spóźnione pojawiły się wkrótce. Część pojechała, część
musiała czekać, ale ostatecznie wszyscy spotkaliśmy się przy ognisku.
Korzystając z ostatnich promieni słonecznych i mając na uwadze zbawienną siłę
jaka drzemie w ruchu na świeżym powietrzu, odwiedzając po drodze Kapliczkę Św.
Romana, udaliśmy się na pobliską górkę. Tam naszym oczom ukazał się widok stosu
worków napełnionych słomą, raj dla oczu. No i poszły w ruch. Górka aż się
zatrzęsła, a miejscami odsłoniła błotniste wnętrze pod warstwą śniegu i lodu.
Lekko przemoknięci i zmęczeni wróciliśmy do ogniska, a tam czekała na nas ciepła
herbatka, kiełbaski do upieczenia, bigosik i wspaniała GTR-owska atmosfera. Były
opowieści, historie o Romanie, już wiemy skąd się tam wzięła kapliczka.
Nieodłącznie były też i śpiewy, degustacja nalewek, a powrót do samochodów, na
saniach, uprzyjemniał nam blask pochodni i zimowy ciemny las. Przydatne znowu
okazały się roztoczańskie siły, podłoże na parkingu nieco rozmiękło i nie
chciało nas wypuścić, ale i temu daliśmy radę, szybciutko wszystkie samochody
stały na szosie.
Stąd pomknęliśmy na slajdowisko, gdzie czekali już na nas
gospodarze, czyli Ula i Jurek. Po pozbyciu się nadmiaru odzieży i zmianie spodni
na suche i wygodniejsze, raczyliśmy się pyszną kawą, herbatą i całą masę pyszności. Po powitaniu gospodarzy miała miejsce kolejna
niespodzianka, grupa gości z Cieszanowa przekazała Jurkowi upominek - namalowany przez Monikę wizerunek cieszanowskiej cerkwi.
No i zaczęło się. Niemal każdy z uczestników slajdowiska miał coś ciekawego do zaprezentowania.
Slajdowisko
rozpoczął Bakomu i pokazał nam piękno tatrzańskich szczytów, wspaniałe zdjęcia,
trudne podejścia, górskie stawy i wodospady. Wrażenie na wszystkich wywarły zdjęcia z wędrówek po Słowackim Raju. Chciało się wstać i dołączyć do nich.
Następnie rzutnik i
komputer przejął Palestyna, przypomniał nam wyprawy grupy cieszanowskiej do
źródeł Pauczy, Różańca i Brusienki. Wspaniałe zdjęcia, ciekawe opowieści i
przecieranie szlaków wśród drzew w głębokiej zimowej bieli.
Kolejnymi
mówcami byli Zbyszek i Gabrysia. Ich
zdjęcia przybliżyły nas do ziemi lwowskiej, naszych wschodnich kresów, zabytków i miejsc, do
których zawsze miło się wraca, a które choć tak bliskie, są nam tak
odległe.
Po nich do głosu doszedł Omega. Znowu było trochę widoków tatrzańskich, a także kawałek nadbużańskich
klimatów - od Kodnia do Włodawy.
Nasza kochana Sosenka - Ewunia pokazała
piękną prezentację zdjęć, które wszyscy pomagamy jej zdobywać, ale ona później i
tak dąży do tego, aby w te miejsca zawitać i spojrzeć na nie swoim OKIEM. Mowa tu
o zbiorach przedstawiających OKO OPATRZNOŚCI w przeróżnych wydaniach. Jest
malarstwo i rzeźba, drewno i beton, to jeszcze nie koniec, jeszcze wiele takich
oczu do odkrycia przed nami...
Za sprawą Grabnika, oglądaliśmy też Katedrę,
geniusz który przez ponad 200 lat tworzony był w Anglii, w malutkiej
miejscowości Ely. Jest to Kościół Katedralny Świętej i Niepodzielnej Trójcy -
anglikańska katedra gotycka. Budowę katedry rozpoczęto za panowania Wilhelma
Zdobywcy w 1083r. Trwała aż do XIV w., jest ona najdłuższym gotyckim kościołem
nie tylko w Anglii ale także w Europie. Górując nad okolicą, do dziś pozostaje
przykładem wielkości średniowiecznych zakonów. Na
poprzednim slajdowisku, tę samą katedrę pokazywał nam Zbyszek, tym razem
niestety nieobecny, ale jego lepsza połówka dzielnie wspierała naszą grupkę.
Na koniec wspominaliśmy premierowe wykonanie piosenki Wojtka w Miłkowie.
Filmik może niekoniecznej jakości, jak to określił Krzyś, ale wspomnienie
przednie, będące jednocześnie zapowiedzią już planowanej tegorocznej kontynuacji zwiedzania cerkwi ziemi lubaczowskiej.
Później były już tylko pożegnania, żal, że to już koniec i nadzieja,
że następne spotkanie już wkrótce.
Był śnieg i sanna biała była,
rżał koń i śmiała się kobyła,
na workach z
górki przy Romanie
śmigały dzieci, panowie i panie.
Ciepła herbatka z
termosów grzała,
bigos, kiełbaska szybko znikały,
od rozmów, śpiewów
wrzało dokoła,
grupa dziś była bardzo wesoła.
Noc rozświetlały pochodnie
jasne,
sanie nas wiozły w ich cudnym blasku,
krótki spacerek, wypchnięte
auta,
w drogę ruszamy, już noc zapadła.
Żegnamy konie, żegnamy las,
a
w Jarosławcu już czeka nas
kawa i strawa, ciała i ducha,
buzie się śmieją
od ucha do ucha.
Na wielki ekran wspomnienia płyną
wysoką górą, niską
doliną,
strumienie szepczą w szczelinach cicho,
drzewa kłaniają się leśnym
lichom.
Co chwilę nowa jest niespodzianka;
cudne żeberka, grzybów
łubianka,
jajka z nadzieniem, szarlotka, sernik,
nalewek źródło i pyszny
piernik.
Znów jakaś cerkiew, kościół, kapliczka,
kamienne schody, wąska
uliczka,
kiedyś tu bywał ..., kto nie pamiętam,
wspaniałe zdjęcie ... o
klisza pękła.
Czas szybko mija, aż żal odjeżdżać,
za oknem jednak śnieg
się najeża,
godzina późna już się zrobiła,
i czas pożegnań nam
przybliżyła.
Noc ciemną śnieżek rozjaśnił srodze,
rozścielił swoje koce na
drodze,
lecz nam nie straszne zakręty śliskie,
bezpiecznie w domach po
chwili wszyscy.
Do następnego rajdu czekamy,
nowych pomysłów już
wyglądamy,
a po dzisiejszym wspaniałym dniu
zdjęć moc znajdziemy jak
zawsze tu.
Delphi



























