Wydarzenie:
Las Cetnar i Piekiełko wiosną
2009-05-31 20:42
Wyprawa
planowana z początkiem maja przeturlała się na końcówkę miesiąca. Z
konieczności poniekąd. Maj zaowocował bowiem jeszcze jednym Rajdem, po
cerkiewkach ziemi lubaczowskiej.
Dobrze się złożyło, bowiem
susza tej wiosny spowodowała wzrost zagrożenia pożarowego na terenach
leśnych. Jak donosiła prasa „ w całej Polsce obowiązywał III,
najwyższy, stopień zagrożenia pożarowego. Wilgotność ściółki leśnej
wynosiła zaledwie 10%, co oznaczało, że jej palność można porównać z
dobrze wyschniętą gazetą”. W fazie planowania wyprawy obawialiśmy się
nawet opcji zakazu wstępu do lasu. Odetchnęliśmy z ulgą, gdy prognozy
pogodowe zaczęły informować o nadchodzącej fali opadów.
Miejsce zbiórki wyznaczono nieopodal Ośrodka Wypoczynkowego „Przystanek
Kawęczynek”. Mogliśmy tutaj na parkingu bezpiecznie pozostawić nasze
samochody i rowery. Włóczęgę po Cetnarze, nasz Przewodnik Edi,
zaplanował kwadrans przed dziesiątą.
Ciekawostką, aczkolwiek
niezamierzoną, było powtórzenie identycznego terminu rajdu po tym
terenie, jaki odbył się przed pięcioma laty. Chociaż, kto wie. Może Edi
raz na pięć lat podrzuca jakiegoś nowicjusza, gościowi w czarnych
lakierkach, co to po Cetnarze od pokoleń grasuje.
Edi ma w
sobie siłę magiczną, którą przyciąga do siebie wędrowców. Liczna grupa
zapaleńców zebrała się bowiem w Kawęczynku, pomimo ulewnego deszczu od
rana. Grono wielbicieli mokrych wędrówek urosło prawie do 40 osób.
Byliśmy wszyscy swoją obecnością mile zaskoczeni i szczęśliwi, że to
wspólne wędrowanie, przy takiej aurze, dostarczy nam z pewnością
wspaniałych emocji, radości i miłych wspomnień.
Skrajem
Kawęczynka zaczęła się nasza wędrówka. Prowadził Edi i zapłakana droga.
Obok przydrożnego krzyża, ukrytego w starodrzewiu skręcamy na szlak. Za
zabudowaniami, po prawej stronie otwiera się przed nami przepiękna
panorama na wzgórze Czubata Góra, zwane potocznie Czubatką (305 m
n.p.m.). Z miejscem tym wiąże się legenda, która głosi, że to właśnie
tutaj znajduje się wejście do piekła. Teren ten, wraz z lasem Cetnar,
nazwany został przez miejscowych Piekiełkiem.
Faktem natomiast
jest, że na zboczach Czubatki znajduje się oparzelisko. W miejscu tym
gęściej podnoszą się opary porannej mgły, a zimą największy śnieg
topnieje.
Zatapiamy się w Cetnar. Za każdym zakrętem otwierają
się nowe labirynty głębokich wąwozów. Zbocza ich porasta stara buczyna,
której odkryte w piasku korzenie przybierają udziwnione kształty,
spotęgowane mrokiem, jaki panuje w tego typu kompleksach leśnych.
Wąwozy, powstałe na skutek erozji gleby lessowej, stanowiły niegdyś
niedostępną kryjówkę m.in. dla oddziałów powstańców styczniowych, czy
też partyzantów z okresu II wojny światowej.
„Las Cetnar" koło
Kawęczynka jest najbardziej cennym obszarem Szczebrzeszyńskiego Parku
Krajobrazowego pod względem botanicznym, porośniętym buczyną karpacką,
z niewielką ilością grabu, osiki i klonu. Właśnie buki wywarły na nas
największe wrażenie. Lśniły od deszczu. Musi być tu czerwono od nich
jesienią. Nie wiedzieliśmy tylko, dlaczego Edi kazał nam lizać te
lśniące potwory. W końcu po Grupie poszła fama, że to dla poprawienia
męsko-damskiej kondycji. Nie przyłapaliśmy jednak na lizaniu nikogo, bo
to rzekomo skrycie czynić należy.
Edi wprowadza nas w jeden z
najgłębszych wąwozów. Bardzo zapragnęliśmy nadać mu nazwę. Taki
bezimienny i niczyj, stał się nam nagle bardzo bliski, skoro tylko
mianowaliśmy go zgodnie „Wąwozem GTR-u”. Oczywiście przypieczętowaliśmy
to pamiątkowym zdjęciem w najpiękniejszym jego zakątku.
Strasznie
chcieliśmy mieć spotkanie trzeciego stopnia z tym panem w czarnych
lakierkach i kapeluszu, ale grupa widać zbyt liczna, zniechęciła
pokuśnika ode złego, czyli od wyprowadzenia zbłąkanego nowicjusza na
manowce i rozstaje dróg Piekiełka.
Nie wierzycie w takie bajki?
Poproście Ediego. On wam opowie najprawdziwsze historie, jakich
doświadczyli jego osobiści antenaci na Piekiełku. Strach się bać!
W
końcu wychodzimy z lasu i pasiemy oczy na zielonych łąkach. Gdzieś na
horyzoncie Edi pokazuje nam Wzgórza Gorajskie, w inną stronę Ziemię
Sandomierską. Wijącą się tutaj drogą dalej nie pójdziemy. Wrócimy na
szlak. Miniemy fasolowe pola. Wdrapiemy się na górkę z kapliczką św.
Brata Alberta, by podziwiać połoniny roztoczańskie . Zapleciemy z
koniczyny i wiosennego kwiecia wianki na kobiece głowy i oddamy się
zasłużonemu odpoczynkowi w ramionach gościnnego zajazdu na Kawęczynku.
Pieczemy
kiełbaski. Wyciągamy pęczki czerwoniutkich rzodkiewek i szczypiorku z
przydomowych ogródków. Smalec z wiejskim chlebem smakuje najbardziej.
Natomiast smak żurku podanego w miseczkach z wypiekanego chlebka w
kształcie malutkiej wazy z deneczkiem przebija wszystko. Przeszliśmy w
deszczu około 8 km, wiec apetyty nam dopisują. Cieszymy się z obecności
tych, którzy dołączyli do nas nieco później. Wspólnej biesiadzie,
opowieściom, wspomnieniom nie ma końca. Za kolejnych pięć lat na
Cetnarze i Piekiełku spotkamy się znowu. Jeżeli wypadnie 31 maja, nie
będzie to już z pewnością przypadek, ale siła wyższa...........
































