Tajemnice Gościńca Krasnobrodzkiego
W styczniowe południe udałem się na krótką wycieczkę. Samochód zostawiłem w Obroczy, włączyłem gps i w drogę. Wszedłem na leśną ścieżkę, która doprowadziła mnie do gościńca krasnobrodzkiego. Dzisiaj gościniec nie jest dostępny na całej trasie (teren Roztoczańskiego Parku Narodowego). Koło leśniczówki Słupy możemy zobaczyć jego fragment – leśna szeroka droga zamknięta szlabanami w kierunku wschodnim. Od Słupów do Rudki (Zwierzyńca) droga jest dostępna do przejazdu rowerem.
Na chwilę zamknąłem oczy i przeniosłem
się wyobraźnią do roku 1500.
Wokół szumiała
potężna puszcza, znalazłem się na piaszczystym gościńcu. Wtem od wschodu
usłyszałem rżenie koni. Przezornie ukryłem się pod rozłożystą jodłą. Gościńcem
przetoczył się czambuł tatarski. Później dowiedziałem się, że Tatarzy zostali
wycięci w pień pięć wiorst dalej. Teraz tam jest Zwierzyniec.
Czas szybko biegnie i rozpoczęło się przedwiośnie roku 1656. Na
gościńcu po topniejącym śniegu pozostały ogromne kałuże, ścięte niezbyt grubą
skorupą lodu. Od rana już przetaczają się wojska szwedzkie. Zmęczone konie,
zmęczeni rajtarzy jadą wolno na wschód. Za chwilę słychać ujadanie psów i
pokrzykiwania furmanów. W karocy ciągnionej przez 12 koni siedzi jegomość w
ogromnym kapeluszu, a karocę otacza grupa zaciężnych. Pojechał Karol Gustaw w
kierunku Lwowa. I znowu coś dziwnego się dzieje, jakieś wrzaski.
Kiedy karoca królewska schowała się za zakrętem, straże tylne zostały otoczone
przez dziwnych rycerzy ubranych w skóry niedźwiedzie. Szable w ruch, koniki
zaczęły rżeć, słychać szczęk szabli i rapierów. Długo to nie trwało i gościniec
zapełnił się szwedzkimi trupami i tak podjazdy Czarnieckiego rozbiły straże
tylne Szwedów. Chociaż ziemia była zmarznięta szybko pochowano Szwedów usypując
kopiec. Po wiekach postawiono tu krzyż, ponieważ nocami pojawiali się tu jacyś
jeźdźcy bez głów. W leśniczówce nocą słychać było jęki, szczególnie pod koniec
lutego.
Jest piękny, ciepły czerwcowy poranek.
Na gościńcu pokazała się biała kareta ciągniona przez 4 gniade konie. W karecie
siedzi dama z pięknymi loczkami i z ciekawością rozgląda się wokoło po puszczy,
chyba mnie pod jodłą zobaczyła. W niebieskich oczkach widać zalotne iskierki. To
Marysieńka Zamoyska jedzie na wycieczkę pooglądać bobry i napić się wody ze
źródełka na Stokach. Nawet jeleń Bonifacy wyszedł na
powitanie...
Mijają lata... Od czasu do czasu na
gościńcu pokazują się samotni wędrowcy, kupcy raczej tędy nie jeżdżą, droga
ciężka i osad nie ma na trasie.
Jest lipiec
1914 roku. Znowu słychać rżenie koni i pojawia się chyba z 10 sotni wojska
rosyjskiego. Z marszu udali się jakieś 0,5 wiorsty na południe i do pracy -
rozpoczęło się kopanie okopów, rozciąganie kolczastych drutów. Trwa budowa linii
umocnień na linii Wieprza. Wojsko zajęło stanowiska obronne, dymi kuchnia
wojskowa i rozchodzi się zapach wojskowej grochówki i sadła. Wojsko czekało w
pełnej gotowości na wroga, który jakoś nie pojawiał się nad zabagnioną doliną
rzeki. Tak ich zastał koniec sierpnia, wojna trwa. Od północy słychać strzały
armatnie. Pod Zamościem, na polach Płoskiego, trwa całodzienna
bitwa z Austriakami. Wreszcie przychodzi rozkaz pozostawienia umocnień i nocny
marsz w kierunku Krasnegostawu.
Jest 16
września 1939 r., słychać coraz bliższe strzały od południa i zachodu - to trwa
całodzienna, tragiczna bitwa pod Białym Słupem. Gościńcem przemieszczają się
wojska Armii Kraków. Nikt nie panuje nad porządkiem, marsz w bezładzie, trakt
blokują unieruchomione pojazdy. Wszyscy się śpieszą w kierunku Tomaszowa. Co
chwilę wybuchają armatnie pociski. Potem następuje już tylko okupacyjna cisza.
Nocą 30 grudnia 1942 r. na gościńcu pojawiają
się sylwetki skulonych partyzantów. To wycofują się po całodziennej bitwie pod
Wojdą partyzanci BCh i rozpływają się niepostrzeżenie w ciemnościach
ogarniających puszczę. Za jakieś pół godziny ich śladami podążają wściekli
niemieccy żandarmi. Doszli do Zwierzyńca, a partyzantów ani śladu, a przecież
tutaj niedawno byli...
25 lipiec 1944 - na
trakcie znowu pokazało się wojsko - to czerwonoarmiści, piechotą, na samochodach
i czołgach suną na zachód. Za godzinę rozlegają się pomruki jakiejś nowej broni
- katiusze ostrzeliwują Zwierzyniec i okolicę.
I
znowu cisza i tylko słychać szum roztoczańskiej puszczy. W 1949 roku na gościńcu
znowu pojawiają się samochody i mnóstwo okolicznych chłopów z łopatkami, którzy
kopią wąski rów po północnej stronie gościńca. Co to będzie, nikt nie wie -
wielka tajemnica. W wykopanym rowie układany jest gruby kabel w ołowiu. W
okolicznych wioskach na kwaterach śpią obcy ludzie, którym przy gorzałce
rozwiązują się języki. I już wiadomo - układają kabel telefoniczny, który ma
połączyć Moskwę z Berlinem...
Wspomnienia,
wspomnienia...
Jest 1 lipca 1957 roku. Na
gościńcu pojawia się grupka młodzieży, a właściwie dzieciaków - idziemy na
odpust do Krasnobrodu. Wydaje mi się, że ta puszcza nigdy się nie
skończy…idziemy, idziemy i żadnej wioski nie widać.
Jest już popołudnie, znowu styczeń 2007 roku, zaczyna padać
deszczyk zimowy, więc pora wracać do Obroczy, gdzie czeka na mnie mój
samochodzik, łyk zimnej, źródlanej wody ze stoku i powrót do domu...









