Budka dla dudka

budki

- transport budek z Hajnówki do Zamościa: 22 marca 2006
- rozwieszanie: 19.IV.2006 (10 budek), 20.IV.2006 (7 budek), 05.V.2006 (2 budki)
- obserwacje: Prowadzone od 10 maja 2006 do ... (wciąż są prowadzone)
- cel: Zmniejszenie problemów mieszkaniowych dla dudka na Roztoczu, ale przede wszystkim rozpoznanie obecności Kraski w wybranych miejscach na Roztoczu i Równinie Biłgorajskiej.
- uczestnicy: Sikor (Kierownik Misji), Lord (Fotograf), Khaki (przewodnik i tragarz)
- wehikuł: Krasnal
- straty w ludziach i sprzęcie: Spory kawał zdartej skóry podczas upadku z drzewa przez Sikora

Misja poniższa miała na celu sprawdzenie obecności kraski na Roztoczu i w jego najbliższym sąsiedztwie, na wschodnim skraju Równiny Biłgorajskiej.
Nie zaobserwowaliśmy niestety w naszych budkach kraski, czemu nie ma się co dziwić, gdyż ten piękny ptak niestety wymiera, głównie za sprawą coraz bardziej toksycznego rolnictwa oraz braku kośnych łąk, czyli pożywienia w postaci owadów.
Stąd drugim celem było zainteresowanie dudków naszymi budkami. I docelowo w następnych latach skupimy się właśnie na dudkach. Wprawdzie wymiary naszych budek odpowiadają również temu drugiemu gatunkowi, jednak ptak ten często przegrywa w konkurencji o dziuplę z silniejszymi i tak stało się tym razem. Sikor obserwował te zmagania. Dlatego budki dla dudków w następnym roku zawiesimy na wysokości 2 metrów, co zniechęci inne ptaki do takich miejsc, a dudkom to przeszkadzać nie powinno.
Wróćmy jednak do kraski:
O skali wymierania tego gatunku w naszym kraju niechaj pokażą następujące dane z doliny Bugu. W roku 2000 zanotowano tam 30 gniazd, zaś pięć lat później już tylko 5, więc czas to jest już najwyższy, by ptakom tym pomóc. A pomóc można wieszając budki, gdyż w dzisiejszej dobie brakuje starych dziuplastych drzew, w których te i inne ptaszyny gnieździć się muszą. W całej Polsce, w roku 2005 zaobserwowano już tylko 80 par tych pięknych ptaków. Od 1999 roku z pewnością nikt nie szukał Kraski na Roztoczu, stąd Sikor z naszą skromną pomocą podjąć się tego dzieła raczył. To co udało się nam wykonać przedstawia poniższa relacja.

Akcja przebiegała w kilku etapach i tak też ją zilustrować wypada:

Etap I (Transport 20 budek pojazdem do tego najmniej odpowiednim)

Budka, na którą okiem przychylnym spojrzeć może kraskowa młoda para, winna spełniać odpowiednie wymagania, szczególnie w kwestii bezpieczeństwa lęgu. Domek taki powinien być wysoki na pół metra, otwór wejściowy zaś ma znajdować się na wysokości 30 cm od dna budki i 6 cm od brzegu daszku, a wszystko po to, by kot czy jaka inna gadzina pokraczna, łapy tam zbrojnej w pazury wściubić nie zdołała i lęgu nie wydobyła. Projektantem takiego właśnie domku był słynny pośród braci ornitologicznej Jan Sokołowski, autor znakomitego dzieła "Ptaki Ziem Polskich" z roku 1958. Wykonawcą zaś był znany ornitologom fachowiec - Pan Władysław z Hajnówki, który poza umiejętnościami stolarskimi zna doskonale ptaki i ich obyczaje. Cena budki u pana Władysława to 12 złotych (2005 r.), co zważywszy na solidność wykonania i jakość jest ceną niewielką.

tl_files/gtr/Artykuly/dudki/03.jpg

Sikor przywiózł 20 dużych budek lęgowych z Hajnówki do Zamościa, pokonując 745 km za jednym zamachem. Jak zmieściły się w Krasnalu, trudno tego dociec. Załadowanie wszystkich powiodło się zresztą dopiero podczas drugiej próby. Zacytuję słowa Sikora, które całą sytuację najlepiej streszczą: "Zapchany był (samochód) pod samą podsufitkę, a ludzie patrzyli na mnie jak na kosmitę..."
I dalej "... z samej Hajnówki do Siedlec prawie 3 godzinki jechałem.... droga dziurawa a w okolicach Hajnówki śnieg straszny... budki żyły własnym życiem w kabinie, cały czas się gdzieś przesuwając..."
Jazda w otoczeniu takiego ładunku nie jest ani miła, ani bezpieczna. Aż strach pomyśleć, co by się w kabinie działo podczas zderzenia!

Etap II (Rozwieszanie budek)
Rrozwiesiliśmy budki podczas trzech dni wiosennych i przyznać trzeba, że zajęcie to dostarczało nieco emocji. Głównie ze względu na nieobecność drabiny, która już do Krasnala zmieścić się przecież nie mogła. To wiązało się z koniecznością włażenia na drzewa (w tym głównie sosny) metodą małpio-niedźwiedzią oraz wymagało rozmaitych ewolucji powietrznych, kilkanaście metrów nad ziemią z młotkiem, budką i gwoździami oraz sprzętem foto. Nie obyło się bez wypadków. Sikor ufając mocarnej gałęzi chwycił się jej, a my powkrótce usłyszeliśmy chrzęst i w ćwierć sekundy później Kamrat nasz z największym zdziwieniem znalazł się o parę metrów niżej, na twardej ziemi. W locie fatalnie zaczepił ramieniem o obłamany, suchy kikut, przez co z całego przedramienia od strony wewnętrznej kończyna jego straciła naskórek.

Dnia 19 IV 2006 wyruszyliśmy we trzech, a wszelkie wolne przestrzenie w Krasnalu wypełniały budki. Weszło ich 10 i tyle rozwiesiliśmy. Tego dnia umieściliśmy budki w wybranych wcześniej przez Sikora miejscach, które rokowały nadzieje na obecność kraski (widywano ją tam w przeszłości). W okolicach Krasnobrodu zawiesiliśmy pierwszą budkę korzystając z drabiny dołączonej do prowizorycznej ambony myśliwskiej. Dzięki temu mogliśmy wejść bez obaw na wysokość ponad 10 metrów i tam przybić budkę do pnia. W pozostałych przypadkach pozostało nam samodzielne włażenie na sosny po resztkach kikutów pozostałych z uschłych gałęzi, oraz po samych gałęziach, gdy mieliśmy szczęście napotkać brzozę czy inne drzewo do wspinaczki dogodniejsze.

tl_files/gtr/Artykuly/dudki/27.jpg

Oczywiście nie wszędzie mogliśmy dojechać Krasnalem, chociaż dojeżdżaliśmy naprawdę daleko, korzystając z zanikających dróg polnych, wzbudzając żywe zainteresowanie tym wyczynem pośród miejscowych rolników. Krasnal jednak zwykle nie docierał pod samo miejsce zawieszenia domku, stąd musieliśmy targać budki o własnych siłach. Po kilku dłuższych spacerach opracowaliśmy jednak w miarę wygodną metodę, polegającą na pakowaniu jednej budki do wnętrza 75-litrowego plecaka, oraz podwieszaniu doń dwóch jeszcze. W ten sposób mogłem nieść ładunek na spore odległości, zaś pozostali Kamraci swoje wieszali na samym początku wędrówki, by później nie nieść ich za daleko.

Samo zawieszanie wyglądało następująco:
Najpierw Sikor właził na drzewo sam z przyczepioną do siebie linką, do której dowiązywaliśmy budkę; wtenczas gdy Kamrat wylazł na odpowiednią wysokość. Wówczas Sikor wciągał budkę, a Koczownik właził również, pomagając ją przecisnąć między gałęziami oraz wyłaził wyżej by pomóc Sikorowi przybić domek do pnia drzewa. Ewolucja ta wykonywana samodzielnie była dość niewdzięcznym zajęciem, gdyż Sikor musiał równocześnie przytrzymywać budkę, wbijać gwoździe młotkiem i trzymać się drzewa by nie odpaść. Dlatego szybko wsparliśmy go pomocą, szczególnie tam w przestworzach.
Lord zaś, w roli fotoreportera albo czynił swą fotograficzną powinność z dołu, albo wspinał się również do nas i fotografował z góry.

tl_files/gtr/Artykuly/dudki/22.jpg


Drugiego i trzeciego dnia zawieszaliśmy domki lęgowe na wschodnich krańcach Równiny Biłgorajskiej, w odpowiednim dla kraski biotopie, nie zapominając też o dudkach. Nad Tanwią słyszeliśmy nawoływania dudka, obok budki, którą właśnie zawieszaliśmy jednak jak wykazały późniejsze obserwacje, tu dudek zapewne przegrał konkurencję z mocniejszymi ptakami walczącymi o miejsce w naszej budce.

Etap III (Obserwacje)
W większości Sikor obserwował budki i okolicę samotnie, co jest najlepszym rozwiązaniem w podglądaniu jakiejkolwiek zwierzyny. Niestety jak już wyżej zostało to wspomniane w żadnej budce nie zagnieździła się kraska, a i dudki, które w okolicy budek widywał nasz niestrudzony Kamrat – również przegrały z gatunkami pospolitymi jak szpaki. W jednej z budek znalazł 10 jaj sikorki bogatki.
Akcja oczywiście wcale się nie skończyła. Będzie trwać, dopóki będą trwały budki.
Za rok Sikor planuje zakupić budki specjalnie dla dudka, czyli obite blachą, uniemożliwiającą dotarcie doń drapieżnikomi.

Na koniec dodać należy, że całą misję zaprojektował, sfinansował oraz przewodził jej Sikor.

Khaki Koczownik

Wróć