Cztery kirkuty na cztery pory roku - II
Autor: Arkadiusz Parchowski
Dopiero gdzieś u szczytu wzniesienia, tak bardziej na północ pojawiają się pierwsze ślady cmentarzyska. Jakieś cegły, kamienie, większe betonowe elementy. Po dłuższych poszukiwaniach udaje mi się odnaleźć pierwszą macewę, no może raczej to co z niej pozostało. Ociosany kawałek kamienia z zachowanym jednym wierszem inskrypcji...
Budka dla dudka
Autor: Khaki Koczownik
Najpierw Sikor właził na drzewo sam z przyczepioną do siebie linką, do
której dowiązywaliśmy budkę; wtenczas gdy Kamrat wylazł na odpowiednią
wysokość. Wówczas Sikor wciągał budkę, a Koczownik właził również,
pomagając ją przecisnąć między gałęziami oraz wyłaził wyżej by pomóc
Sikorowi przybić domek do pnia drzewa. Ewolucja ta wykonywana
samodzielnie była dość niewdzięcznym zajęciem, gdyż Sikor musiał
równocześnie przytrzymywać budkę, wbijać gwoździe młotkiem i trzymać się
drzewa by nie odpaść. Dlatego szybko wsparliśmy go pomocą, szczególnie
tam w przestworzach.
Ikonostas w cerkwiach dawnej diecezji przemyskiej
Autor: Wojtek Pysz
Pierwotnie elementem rozdzielającym nawę od prezbiterium była
balustrada lub krata zwana templonem, potem pojawiły się przyścienne
listwy, na których opierano obrazy, później przegroda z luźno
rozmieszczonymi ikonami. W końcu powstał solidny szkielet z ozdobnymi
ramami, w których osadzone były ikony lub ściana ikonostasowa,
zespolona konstrukcyjnie z resztą cerkwi. Ostateczna forma ikonostasu
ukształtowała się na Rusi na przełomie XIV i XV wieku, skąd następnie
wtórnie przedostała się na tereny Mołdawii, Wołoszczyzny, Bałkanów i
Grecji.
Palmowa wyprawa
Autor: Delphi
Do ostatniej chwili nie było pewne czy wyjazd dojdzie do skutku, ale na
szczęście niedziela (palmowa) przyniosła piękną pogodę i o 8 rano, już po zmianie czasu na letni, zaopatrzeni w palmy wyruszyliśmy w drogę.
Nasza grupa liczyła 5 osób: Zbyszek, Hania, Sosna, Delphi i Poziomka.
Ekskursyja po Leopolis - cz. 3
Autor: Andrzej Szkuat
Otóż tkwi tu wciśnięta między tę koszmarną komunistyczną architekturę,
cerkiewka stanowiąca bastion ducha miasta. Świątynia pod wezwaniem Św.
Trójcy trwa tu od 1654 r. i jest dziś uważana za pierwowzór ukraińskiego
stylu narodowego w budownictwie sakralnym. Ale nie to najważniejsze,
najważniejsze są pokrywające ściany budowli malowidła datowane na
schyłek XVII w., a zwłaszcza wplecione w motyw roślinny postacie trzech
świętych żołnierzy osłoniętych tarczami. Rzadko dziś można na Ukrainie tak stare i piękne malarskiego wysiłku
owoce zobaczyć. I jak przystaniesz turysto na chwilę to powiedzą ci
pradawni Wojowie jak dzielny jest duch Lwowa i tu zrozumiesz, że miasto
przetrwało Tatarów, Moskali, hitlerowców, sowietów i dzikie przemiany,
które ciągle dokonują się na Ukrainie i że będzie trwało nadal, choćby
do Pragi wywieziono wszystkie cegły Starego Leopolis.
Ekskursyja po Leopolis - cz. 2
Autor: Andrzej Szkuat
Tu leży najmłodszy żołnierz (13 lat)
odznaczony VIRTUTI MILITARI, tu palą się znicze na mogiłach Zapolskiej,
Konopnickiej, Bełzy czy Ordona. Tutaj płacze przebita krzyżem ukochana
jak dobrze znanego nam Grottgera. Tu spoczywają prochy Stefana Banacha
i prof. Makarewicza. Tutaj na skrzydłach z krzyży wzlatują ku niebu
Lwowskie Orlęta. O ile pozostałe miejsca we Lwowie warto odwiedzić, to
Cmentarz Łyczakowski po prostu TRZEBA.
Ekskursyja po Leopolis - cz. 1
Autor: Andrzej Szkuat
Rozpoczęliśmy powolny spacer spod gmachu Opery w kierunku Pomnika
Mickiewicza. Pod pomnikiem moją uwagę zwróciła przepiękna różowa
kamienica, secesja w najlepszym wydaniu. Otwieram przewodnik - to Hotel
George, z jego balkonów śpiewał Kiepura, nocowali tu Piłsudski i Balzac,
myśle sobie - pewnie strasznie drogo, ale może uda się choć jedną noc...
Wchodzę do środka, interior wspaniale oddaje atmosferę grodu lwa. W recepcji z wielkim zdziwieniem dowiaduję się, że są
pokoje klasy turystycznej, już wiem gdzie będę spał.
Szlakiem starych herbów
Autor: Ewa Lisiecka
Przygoda rozpoczęła się we Lwowie. Cmentarz Łyczakowski kłania się herbami niemal na każdym nagrobku. Można przejść obok nich obojętnie. Zupełnie nie zauważając. Można też zatrzymać się na chwilę. Przystanąć, przeczytać inskrypcje. Zastanowić się kim była osoba, która tutaj spoczywa? Jakie były jej losy? Kim była dla współczesnego sobie świata? Co po sobie pozostawiła?
Berni w Puszczy Solskiej
Autor: Berni
Musze powiedzieć, że jak pot zalewa
człowiekowi oczy, plecak ciąży, nie ma piwa i papierosów, a
do picia tylko wodę ze strumienia (o grzybach i szczawiu nie
wspomnę), to swój stosunek do przyrody określa w bardzo
niecenzuralny sposób. Ale teraz już jestem w domu, leczę
rany i zaczynam kombinować, jak zaliczyć kolejną traskę. W
efekcie nie żałuję. Widziałem parę węży, saren, udało mi się
spłoszyć jelenia. Z innych okazów Roztocza no to oczywiście
kolegę Ediego. A wiecie co było najdziwniejsze? Pomimo tego, że
byłem brudny i przepocony, dostałem w Suścu dwa zaproszenia na
dyskotekę. Hmmm, ja chyba faktycznie jestem przystojny...
Berni i Niklos w Lasach Janowskich
Autor: Berni
Zgodnie z mapą mamy minąć trzy stawy. Ok,
idziemy, idziemy. Mijamy jeden staw. Drugi... Trzeci... Czwarty... W
oddali widać następne... Groble są świeżo usypane, więc się trochę
zapadamy i skaczemy z górki na górkę. Całe szczęście, że nie ma deszczu,
bo wyglądalibyśmy jak nieboskie stworzenia. W końcu opuszczamy "Krainę
Wielkich Jezior". Wielka ulga poczuć twardą ziemię pod stopami. Lecimy
prostym uroczym duktem wzdłuż strugi, i zgodnie z mapą wychodzimy na asfaltówkę Lipa-Bania. Dochodzimy do Bani.
Mały przysiółek, gdzie stawów jest chyba więcej niż domów.
Tajemnice Gościńca Krasnobrodzkiego
Autor: Edward Słoniewski
Wokół szumiała potężna puszcza, znalazłem się na piaszczystym gościńcu.
Wtem od wschodu usłyszałem rżenie koni. Przezornie ukryłem się pod
rozłożystą jodłą. Gościńcem przetoczył się czambuł tatarski.
Berni i Niklos ponownie w Lasach Janowskich
Autor: Berni
Rozbijamy biwak w lesie. Znów zaczyna padać. Znów się zaczynamy
zbierać. Znów przestaje. Znów się rozkładamy. W międzyczasie po omacku
wkładam sobie szkło kontaktowe... Tak, tak, bez użycia latarki,
lusterka i nawet księżycowego światła. W międzyczasie znów zaczyna
padać, ale jesteśmy twardzi. Ostatecznie od czego są te pałatki. I tak
mija nocka. Ciepło, mięciutko, gdyby jeszcze nie ten deszcz.
Zbrakulaku
Autor: Ewa Lisiecka
W przedostatni dzień 2008 roku przeżyłam swoją
najbardziej ekscytującą, jak dotychczas, "okołoroztoczańską" przygodę.
Całkiem spontanicznie, czteroosobowa ekipa GTRu, pod przewodnictwem
Zbyszka, w towarzystwie Zająca, Poziomki i Sosny, zgodnie postanowiła
zorganizować wspólną wyprawę.